Sunday, 15 January, 2012

New Year's eve in Oslo

Zdjęcia z Sylwestra. Zazwyczaj pokazuje zdjęcia tak z półrocznym opóźnieniem (to tak przy dobrych wiatrach). Tym razem stwierdziłam ze opublikuje te zanim Sylwester 2011/2012 będzie tylko wspomnieniem.

W tym roku padło na Oslo.

Chyba mieliśmy dużo szczęścia po ponoć grudzień tego roku był bardzo łagodny, a ja i tak szczekałam zębami o 12:15.
 Norweżki, nie wiem, są chyba genetycznie modyfikowane. Króciutkie spódniczki, bez rajstopek i do tego obuwie na wysokich obcasach z otwarciem na palce tzw. peep toe.
I do tego obraz nędzy i rozpaczy czyli ja: dłuższa kurtka, ogromny wełniany sweterek, buty North Face do -30 St...a i tak było mi zimno. Gdybym tak wyszła ubrana w komplecik norweski, chyba następnego dnia leżałabym w szpitalu na zapalenie wszystkiego co tylko możliwe.
W chwili obecnej mam przedsmak takiego choróbska. Juz 5 dzień w łóżku, a poprawy nie widać...

 Oslo nie jest jakimś bardzo interesującym miejscem. Choć, mi się podobało. Male miasto, spokój...w sam raz jak dla mnie.
 Moze nie jest to najlepsze miejsce na Sylwestra- z braku innych miejsc wylądowaliśmy w Hard Rock Cafe na drinka. Trochę zdziwiły nas białe obrusy i elegancko poubierani ludzie.
Jakos nie bardzo wpasowuje się w to temat przewodni: ROCK. Ale co tam...wypiliśmy po drinku (Malzon piwo, a ja coś babsko-różowego. Jak później się okazało były to najdroższe napoje alkoholowe jakie piłam w życiu. No tak, to właśnie uroki Norwegii!).
 I przyszedł pan ze o godzinie 10:30 mamy lokal opuścić bo nie jesteśmy odpowiednio ubrani.

No cóż... Trafiliśmy do portu. Zupełnie przypadkiem zajęliśmy najlepsze miejsca na wspaniale widowisko fajerwerków.
Pogadaliśmy z sympatyczna para, która do Norwegii przyjechała z Iranu i tak właśnie świętowaliśmy w Sylwestra.

Moja klątwa około-noworoczna oczywiście dala o sobie znać.
I jak na złość zgubiłam wszystkie swoje lekarstwa.
Na szczęście odpowiednia dieta bardzo mi pomogła!






9 comments:

  1. I tak miałaś bardziej urozmaicony Sylwester niż ja:) co rok spędzam go niemal w tym samym miejscu;p ostatnie zdj. jest bardzo sympatyczne!

    ReplyDelete
  2. Ja tez tak do 25 roku tez spedzalam Sylwestra w jednym miescie. A teraz...bardzo przerazaja mnie latajace butelki, wybuchajace nie-wiadomo gdzie petardy. Wole spokoj.

    ReplyDelete
  3. Marto!
    Liczę na więcej zdjęć z Oslo i więcej o nim Twoich opowieści. Od niedawna (chyba) uruchomiono loty z Poznania do Oslo. Tak sobie kombinuję jakby i kiedy się wybrać na mały rekonesans;-) Ale raczej nie w środku zimy:-)
    Szczęśliwego Nowego Roku!

    ReplyDelete
  4. Ale boski sylwester super zdjęcia i super blog. Pozdrawiam i Zapraszam do mnie♥♥

    ReplyDelete
  5. Kameleon- bedzie wiecej.
    Ale chyba polecalabym zobaczyc cos wiecej niz Oslo (sama nie wiedzialam). I faktycznie, tylko nie w zimie!

    Cytrynada- dziekuje bardzo za wizyte i wpis!!!

    ReplyDelete
  6. Marta, nawet nie wiesz ile wspomnień ten wpis wywołał! Byłam na Osla na wariackich papierach i teraz siedzę i wspominam, jak babcia. Może jak kiedyś dogrzebię się do zdjęć i je zeskanuję, to nawet urodzę posta :)
    Jesteście okropni, wolę nawet nie wiedzieć ile razy się przez Kraków przewinęliście. Foch!

    ReplyDelete
  7. Och, nie....
    Ale my naprawde tylko lotnisko i obwodnica...
    Jak wracalismy z wakacji to i owszem, dworzec PKS ale przylot mielismy o 19:30, wiec w sumie wyrobilismy sie na przedostatni autobus do Znego.

    A zdjecia z Oslo- poprosze o skany! Kameleon tez bedzie zainteresowana...jest nas 2!

    ReplyDelete
  8. Ciekawe to zdjęcie pod zegarem:-)
    A na zdjęcia z Oslo też czekam...
    Pozdrawiam.

    ReplyDelete
  9. Heidi- zeby jeszcze byla godzina 12 na zegarze ;-))))
    Zdjec z Oslo duzo nie mam, ale beda. Obiecuje.

    ReplyDelete

jestem wielkim fanem komentarzy!